„Lilly i kangurek” – Czy australijska przygoda porywa?
Cześć! Dawno mnie tu nie było, ale postanowiłam wrócić do Was z nową opinią. Jako wielka fanka filmów ze zwierzętami, nie mogłam przejść obojętnie obok tytułu „Lilly i kangurek”. Moje oczekiwania były tym większe, że głosu głównej bohaterce użyczyła jedna z moich ulubionych wokalistek – Magda Bereda.
O czym opowiada film?
Akcja zabiera nas do słonecznej Australii. Poznajemy Lilly, bystrą 11-latkę, która dzięki pasji swojego ojca kocha naturę i fascynuje się życiem kangurów. Jej losy splatają się z historią Chrisa – pechowego prezentera pogody, który znajduje potrzebującego pomocy kangurka. Wspólnie podejmują się misji ratowania i rehabilitacji osieroconych zwierząt w odległym zakątku Australii. To przedsięwzięcie zmienia życie ich obojga bardziej, niż mogliby się spodziewać.
Moja opinia
Muszę przyznać, że film ma sporo mocnych stron. Na duży plus zasługuje dubbing Magdy Beredy – jej głos świetnie pasuje do postaci Lilly i dodaje jej uroku. W samej produkcji znajdziemy wiele fajnych elementów i zabawnych momentów, które sprawiają, że seans jest całkiem przyjemny.
Mimo to, po obejrzeniu tego filmu czułam pewien niedosyt:
Niedosyt postaci Lilly: Mimo że to ona jest w tytule i to jej pasja napędza historię, odniosłam wrażenie, że było jej na ekranie nieco za mało. Chciałabym, aby fabuła jeszcze mocniej skupiła się na niej.
Brak „tego czegoś”: Choć film jest ciepły i poprawny, zabrakło mi w nim tej wyjątkowej iskry, która sprawiłaby, że historia całkowicie by mnie porwała i została w pamięci na dłużej.
Podsumowanie
„Lilly i kangurek” to solidne kino familijne z pięknymi przesłaniem o ratowaniu natury. Jeśli lubicie zwierzęta i głos Magdy Beredy, na pewno spędzicie miło czas, nawet jeśli scenariusz momentami pozostawia lekki niedosyt.
Moja ocena: 7/10 ⭐
Chętnie obejrzę kiedyś.
OdpowiedzUsuńTobie może się bardziej spodobać, ale mogę się mylić.
Usuń